niedziela, 2 września 2012

Seksowna partnerka piłkarza podbija Anglię [ZDJĘCIA]

Tuż przed końcem letniego okienka transferowego nowym bramkarzem QPR został Julio Cesar, grający ostatnio w Interze Mediolan. Z transferu Brazylijczyka najbardziej ucieszyły się... brytyjskie tabloidy. Wszystko dlatego, że życiową partnerką golkipera jest seksowna modelka i aktorka Susana Werner. Anglicy wprost oszaleli na jej punkcie. Słusznie?
Susana Werner (modelka)

Susana Werner (modelka)

Susana Werner (modelka)

Susana Werner (modelka)

Susana Werner (modelka)

Susana Werner (modelka)

Susana Werner (modelka)

Susana Werner (modelka)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Jump Man, czyli 5 lat życia na zdjęciach!

Mike przez 5 lat robił sobie codziennie zdjęcia. Zobaczcie, jak się zmieniał przez ten czas. Co ciekawe, całość projektu "Jump Man" na dysku Mike'a zajęła raptem 15 GB. Piosenka wykorzystana w tym timelapsie to "Jump Man" Bucketheada.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Natalia Siwiec: Jestem seksoholikiem

Natalia SiwiecDziennikarzowi udało się wkręcić w rozmowie telefonicznej Natalię Siwiec, która przyznała się do pewnego uzależnienia. Mówiła poważnie?


Kamil Nosel ma audycję w Radiu ZET, w której dzwoni do celebrytów i nabiera ich, wypytując o różne absurdalne rzeczy. Tym razem ofiarą dziennikarza stała się Natalia Siwiec. Nosel podał się za pracownicę administracji osiedla, na którym mieszka Siwiec.
Z ostatniego rozporządzenia, które mieliśmy na radzie lokatorskiej wynika, że musimy wiedzieć, z kim mamy do czynienia w lokalach mieszkalnych. Dlatego są niezbędne badania lekarskie, m.in. wzroku oraz te psychiatryczne - usłyszeliśmy.
Obawiam się, że mogą bardzo źle wyjść – odparła rozbawiona Natalia.
Kłopoty ze wzrokiem, tak?
No, te z psychiką chyba bardziej. (…) Jestem bardzo nadopobudliwa. (…) Jestem seksoholikiem. Jest to potwierdzone lekarsko, mogę dostarczyć takie badania. (…) Mam taki problem, to jest takie trochę wstydliwe, ale mnie to kręci właśnie, gdy wszyscy inni słyszą – wyznała.
Gdy Nosel przyznał się do oszustwa, Siwiec roześmiała się i pogratulowała mu „superwkręta”.Myślicie, że od początku się domyślała? Posłuchajcie całej rozmowy:




Pudzianowski: Polska to taki naród ludzi zawistnych

mma, strongman, pudzianowski, kawaguchi, sylviaJuż 15 września Mariusz Pudzianowski na gali KSW 20 stoczy bój z Grekiem Christosem Piliafasem. O kondycję "Dominatora" nie musimy się martwić. Dlaczego?


Pudzianowski zapewnia, że z jego zdrowiem wszystko w porządku. Fot. AGENCJA SE/eastnews
Pudzianowskiemu do najlepszych wojowników MMA jeszcze sporo brakuje, ale pięciokrotny mistrz świata siłaczy dzień w dzień haruje, by i w tej dyscyplinie wdrapać się na szczyt. Dotychczas jego największą bolączką była kondycja. To już jednak przeszłość.
"Dominator" w rozmowie z portalem www.natemat.pl zdradza, że choć początki były ciężkie i jak sam zaznacza "zdychał" po kilku kilometrach biegania, to teraz nie miałby problemów z...
Przebiegłbym półmaraton w dwie godziny! Cały czas szybki trucht, bez podchodzenia. Kto wie, może jeszcze jakiś czas potrenuję i ludzie przeczytają, że "Pudzian" ukończył cały maraton (śmiech).
O tym, czy kondycja Pudzianowskiego rzeczywiście jest tak dobra, przekonamy się już 15 września.Na gali KSW 20 w Ergo Arenie Polak zmierzy się z Grekiem Christosem Piliafasem.Zawodnik w Polsce mało znany, ale bardzo solidny. To będzie dla Mariusza ciężka przeprawa.
"Dominator" we wspomnianym wywiadzie poruszył jeszcze m.in. kwestie swojego zdrowia. Wielu ludzi w Polsce nie ma złudzeń, że za czasów strongmanów Pudzianowski stosował doping i w przyszłości może mieć przez to poważne problemy.
Niech ci wszyscy ludzie, zamiast tak troszczyć się o moje zdrowie, zajmą się po prostu sobą. Tak będzie najlepiej. Dla wszystkich. Podejmowałem w swoim życiu różne decyzję i cały czas to ja ponoszę ich konsekwencje. Ja, nikt inny. A Polska to już taki naród ludzi zawistnych, gdzie jak tylko komuś zaczyna się powodzić, to on nagle jest zły, be, coś robi nie w porządku.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Kronika policyjna | Rekordowe przekroczenie prędkości w Anglii

policja londynBrytyjczyk kierujący Audi RS5 został zatrzymany za jazdę kradzionym samochodem z prędkością znacznie większą niż dopuszczalna. Za swoje czyny delikwent spędzi 9 lat w więzieniu.

Brytyjscy funkcjonariusze drogówki ścigali przestępcę na autostradzie M6 w styczniu br.. Usiłując zgubić policyjny pościg, rozpędził się 450-konnym Audi RS5 aż do 288 km/h. Auto było kradzione. Warto przy tym pamiętać, że maksymalna prędkość dopuszczalna w Wielkiej Brytanii wynosi 70 mil na godzinę (ok. 112 km/h).

Oprócz znacznego przekroczenia prędkości i spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym, kierowcy postawiono zarzut dokonania 16 napadów rabunkowych. Sąd skazał go na 9 lat więzienia i odebrał mu prawo jazdy na 4 lata.
To był modelowy przykład niebezpiecznej jazdy. Jechał Pan przedmieściami Wolverhampton tak szybko, że nawet policyjny radiowóz nie był w stanie Pana dogonić
powiedział sędzia skazując winnego.

Audi RS5 2012
Audi RS5 2012
Audi RS5 2012
Audi RS5 2012
Audi RS5 2012

Perquis nie boi się Messiego i Ronaldo. "Superwyzwanie"

Damien Perquis (piłkarz)Wkrótce zostanie zaprezentowany na oficjalnej konferencji prasowej, za tydzień może zaliczyć debiut w barwach Betisu Sewilla. Damien Perquis jest zachwycony transferem z Francji do Hiszpanii.


Perquis nie pęka przed Messim i Ronalod. Fot. Michał WIELGUS/SE/EAST NEWS
Betis rozpoczął sezon od zwycięstwa z Athletikiem Bilbao oraz porażki z Rayo Vallecano. Za tydzień ekipę z Sewilli czeka bój z Atletico Madryt. I wiele wskazuje na to, że w tym spotkaniu w barwach "zielono-białych" zadebiutuje Damien Perquis.
Zobacz też: Perquis kolejnym polskim piłkarzem w La Liga. Związał się z Betisem
Reprezentant Polski uzgodnił już wszystkie warunki kontraktu i wkrótce zostanie zaprezentowany na oficjalnej konferencji prasowej. Dla Perquisa występy w Primera Division będą spełnieniem marzeń. Obrońca z pewnością wyczekiwać będzie głównie na 25 listopada oraz 9 grudnia. Tego pierwszego dnia Betis zmierzy się bowiem z Realem, a drugiego z Barceloną.
Perquis będzie musiał zatrzymać najpierw Cristiano Ronaldo, a potem Leo Messiego.Zadanie arcytrudne, ale piłkarz nie pęka.
Oczywiście, że się nie boję. Ile byłby wart strachliwy obrońca? Nic. Traktuję to jako superwyzwanie. Ale wcale nie trzeba czekać na mecze z Realem czy Barcą, aby się przekonać, że w Hiszpanii obrońcy mają ciężkie życie. Tu w każdym zespole są świetni ofensywni piłkarze. Choćby w Rayo Vallecano, które ograło nas 2:1 - przyznaje Perquis na łamach "Super Expressu".

niedziela, 26 sierpnia 2012

Zobacz ranę Rooneya. Nie pogra przez miesiąc! [ZDJĘCIA]

Na boisku pojawił się dopiero w 68. minucie, ale nie tylko z tego powodu źle będzie wspominać spotkanie z Fulham. Wayne Rooney odniósł bowiem bolesną kontuzję i przez miesiąc nie zobaczymy go na boisku. Co się stało? Zdjęcia wystarczą za komentarz.

rooney

rooney

piątek, 24 sierpnia 2012

Fatalny błąd Victora Valdesa (wideo)

FC Barcelona w pierwszym meczu o Superpuchar Hiszpanii pokonała Real Madryt 3-2. Gospodarze mogli wygrać 4-1, ale idealną sytuacje zmarnował Leo Messi. Po chwili drużyna gości przeprowadziła z pozoru nieudany kontratak. Obrońca Barcelony zagrał piłkę do Victora Valdesa, a ten chciał popisać się swoją bajeczną techniką...

Koszmarny błąd Victora Valdesa [ZOBACZ]


Gool Pedra [ ZOBACZ]

środa, 22 sierpnia 2012

Skazano internautę. Za obraźliwy komentarz

klawiatura, komputer62-letni Jerzy W. został skazany na karę grzywny za opublikowanie wypowiedzi, która znieważyła żołnierzy stacjonujących w Afganistanie. 28 lipca 2011 r. Jerzy W. - posługując się pseudonimem "Leon z gazowni" - w następujący sposób skomentował informację o śmierci polskiego wojskowego: "A niech giną! Kto kazał im tam jechać, napaść i mordować Afgańczyków?".


Sąd w Środzie Wielkopolskiej uznał, że Jerzy W. złamał art. 52 Kodeksu wykroczeń, który mówi m.in., że czynem karalnym jest publiczne pochwalanie przestępstwa bądź nawoływanie do popełnienia przestępstwa. Mężczyzna został zobligowany do zapłacenia 100 zł grzywny. Była to najłagodniejsza spośród grożących mu kar.
Wyrok usatysfakcjonował sierżanta Jacka Żebryka, który walczy z przypadkami znieważania w internecie polskich żołnierzy.
Jestem usatysfakcjonowany. (…). Nie chodziło mi o to, żeby karać surowo albo wtrącać za kraty za wpisy na forach. Uważam jednak, że każdy powinien odpowiadać za swoje słowa. Ten wyrok pokazuje, że prawo działa – powiedział sierżant portalowi Gazeta.pl.
Inicjatywę sierż. Żebryka wspierają m.in. minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak oraz prawnicy koncernu Bumar. Dotychczas prokuratura stwierdziła, że Kodeks wykroczeń został naruszony przez 56 zgłoszonych do niej internetowych wypowiedzi. Policja zidentyfikowała większość autorów obraźliwych komentarzy, jednak niektóre osoby pozostaną bezkarne, bowiem wykroczenia przedawniają się już po upływie 12 miesięcy.

Zaobserwowano gwiazdę pożerającą planety


Czy taki los czeka również Ziemię?Zespół astronomów, w skład którego wchodził również prof. Aleksander Wolszczan, dokonał pierwszej w historii obserwacji zniszczenia planety przez umierającą gwiazdę. W dalekiej przyszłości podobny los może spotkać również Ziemię.


Uczeni z Pennsylvania State University zaobserwowali zniknięcie jednej z planet okrążających czerwonego olbrzyma BD+48 740 w gwiazdozbiorze Perseusza. Gwiazda ta jest około 11 razy większa od Słońca i ma przynajmniej jedną planetę, której istnienia dowiódł polsko-hiszpański zespół astronomów.
Przeprowadzona analiza widmowa gwiazdy wskazuje na wysoką zawartość litu, co jest zjawiskiem rzadkim w przypadku tak starych gwiazd. Fakt, że pierwiastek ten znaleziono w BD+48 740 może świadczyć, że gwiazda pochłonęła położone w jej zasięgu planety.
- Astronomowie twierdzą, że oprócz Wielkiego Wybuchu, istnieje niewiele, bardzo specyficznych okoliczności, w których w gwiazdach może powstawać lit. W przypadku BD+48 740 możliwe jest, że pierwiastek ten znalazł się tam wskutek pochłonięcia obiektu wielkości planety - skomentował prof. Wolszczan.
Innym dowodem na ogromny "apetyt" czerwonego olbrzyma jest orbita okrążającej go planety, co najmniej 1,6 razy masywniejszej od Jowisza. Porusza się ona po orbicie eliptycznej, a taki jej kształt przez naukowców jest postrzegany jako dowód niedawnego zniszczenia innej planety.
Podobna przyszłość czeka nasz Układ Słoneczny. Za około 5 miliardów lat Słońce może stać się czerwonym olbrzymem i rozszerzając się pochłonąć Ziemię.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Bez rąk i nóg przepłynął z USA do Rosji

Bez rąk i nóg przepłynął z USA do Rosji - 44-letni Francuz Philippe Croizon, któremu w młodości amputowano góne i dolne kończyny z powodu porażenia prądem, przepłynął wpław z USA do Rosji. Niepełnosprawnemu pływakowi asystował jego przyjaciel, specjalista od pływania na długich dystansach, Arnaud Chassery. 4,3-kilometrowy odcinek z Alaski w pobliże rosyjskiej Wyspy Ratmanowa, w Cieśninie Beringa dzielącej Azję i Amerykę, przepłynęli w godzinę i 20 minut. Płynęli w lodowatej wodzie o temperaturze zaledwie 4 stopni Celsjusza, przy silnych prądach. Ten niezywkły wyczyn był ostatnią częścią ich projektu - przepłynięcia cieśninami, które pozwoliły im dotrzeć do 5 kontynentów. Od początku maja para pływaków pokonała inne trzy cieśniny - przepłynęła z Papui Nowej Gwinei do Indonezji, z Egiptu do Jordanii i z Hiszpanii do Maroka. Croizon pływa używając specjalnie zaprojektowanych płetw podpiętych do protez nóg. Chce nieść nadzieję i zachętę niepełnosprawnych na całym świecie. W czasie zbliżających się Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie będzie pracował jako komentator sportowy.44-letni Francuz Philippe Croizon, któremu w młodości amputowano góne i dolne kończyny z powodu porażenia prądem, przepłynął wpław z USA do Rosji. Niepełnosprawnemu pływakowi asystował jego przyjaciel, specjalista od pływania na długich dystansach, Arnaud Chassery. 4,3-kilometrowy odcinek z Alaski w pobliże rosyjskiej Wyspy Ratmanowa, w Cieśninie Beringa dzielącej Azję i Amerykę, przepłynęli w godzinę i 20 minut. Płynęli w lodowatej wodzie o temperaturze zaledwie 4 stopni Celsjusza, przy silnych prądach. Ten niezywkły wyczyn był ostatnią częścią ich projektu - przepłynięcia cieśninami, które pozwoliły im dotrzeć do 5 kontynentów. Od początku maja para pływaków pokonała inne trzy cieśniny - przepłynęła z Papui Nowej Gwinei do Indonezji, z Egiptu do Jordanii i z Hiszpanii do Maroka. Croizon pływa używając specjalnie zaprojektowanych płetw podpiętych do protez nóg. Chce nieść nadzieję i zachętę niepełnosprawnych na całym świecie. W czasie zbliżających się Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie będzie pracował jako komentator sportowy.

Bez rąk i nóg przepłynął z USA do Rosji - 44-letni Francuz Philippe Croizon, któremu w młodości amputowano góne i dolne kończyny z powodu porażenia prądem, przepłynął wpław z USA do Rosji. Niepełnosprawnemu pływakowi asystował jego przyjaciel, specjalista od pływania na długich dystansach, Arnaud Chassery. 4,3-kilometrowy odcinek z Alaski w pobliże rosyjskiej Wyspy Ratmanowa, w Cieśninie Beringa dzielącej Azję i Amerykę, przepłynęli w godzinę i 20 minut. Płynęli w lodowatej wodzie o temperaturze zaledwie 4 stopni Celsjusza, przy silnych prądach. Ten niezywkły wyczyn był ostatnią częścią ich projektu - przepłynięcia cieśninami, które pozwoliły im dotrzeć do 5 kontynentów. Od początku maja para pływaków pokonała inne trzy cieśniny - przepłynęła z Papui Nowej Gwinei do Indonezji, z Egiptu do Jordanii i z Hiszpanii do Maroka. Croizon pływa używając specjalnie zaprojektowanych płetw podpiętych do protez nóg. Chce nieść nadzieję i zachętę niepełnosprawnych na całym świecie. W czasie zbliżających się Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie będzie pracował jako komentator sportowy.

Bez rąk i nóg przepłynął z USA do Rosji - 44-letni Francuz Philippe Croizon, któremu w młodości amputowano góne i dolne kończyny z powodu porażenia prądem, przepłynął wpław z USA do Rosji. Niepełnosprawnemu pływakowi asystował jego przyjaciel, specjalista od pływania na długich dystansach, Arnaud Chassery. 4,3-kilometrowy odcinek z Alaski w pobliże rosyjskiej Wyspy Ratmanowa, w Cieśninie Beringa dzielącej Azję i Amerykę, przepłynęli w godzinę i 20 minut. Płynęli w lodowatej wodzie o temperaturze zaledwie 4 stopni Celsjusza, przy silnych prądach. Ten niezywkły wyczyn był ostatnią częścią ich projektu - przepłynięcia cieśninami, które pozwoliły im dotrzeć do 5 kontynentów. Od początku maja para pływaków pokonała inne trzy cieśniny - przepłynęła z Papui Nowej Gwinei do Indonezji, z Egiptu do Jordanii i z Hiszpanii do Maroka. Croizon pływa używając specjalnie zaprojektowanych płetw podpiętych do protez nóg. Chce nieść nadzieję i zachętę niepełnosprawnych na całym świecie. W czasie zbliżających się Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie będzie pracował jako komentator sportowy.

Bez rąk i nóg przepłynął z USA do Rosji - 44-letni Francuz Philippe Croizon, któremu w młodości amputowano góne i dolne kończyny z powodu porażenia prądem, przepłynął wpław z USA do Rosji. Niepełnosprawnemu pływakowi asystował jego przyjaciel, specjalista od pływania na długich dystansach, Arnaud Chassery. 4,3-kilometrowy odcinek z Alaski w pobliże rosyjskiej Wyspy Ratmanowa, w Cieśninie Beringa dzielącej Azję i Amerykę, przepłynęli w godzinę i 20 minut. Płynęli w lodowatej wodzie o temperaturze zaledwie 4 stopni Celsjusza, przy silnych prądach. Ten niezywkły wyczyn był ostatnią częścią ich projektu - przepłynięcia cieśninami, które pozwoliły im dotrzeć do 5 kontynentów. Od początku maja para pływaków pokonała inne trzy cieśniny - przepłynęła z Papui Nowej Gwinei do Indonezji, z Egiptu do Jordanii i z Hiszpanii do Maroka. Croizon pływa używając specjalnie zaprojektowanych płetw podpiętych do protez nóg. Chce nieść nadzieję i zachętę niepełnosprawnych na całym świecie. W czasie zbliżających się Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie będzie pracował jako komentator sportowy.

Bez rąk i nóg przepłynął z USA do Rosji - 44-letni Francuz Philippe Croizon, któremu w młodości amputowano góne i dolne kończyny z powodu porażenia prądem, przepłynął wpław z USA do Rosji. Niepełnosprawnemu pływakowi asystował jego przyjaciel, specjalista od pływania na długich dystansach, Arnaud Chassery. 4,3-kilometrowy odcinek z Alaski w pobliże rosyjskiej Wyspy Ratmanowa, w Cieśninie Beringa dzielącej Azję i Amerykę, przepłynęli w godzinę i 20 minut. Płynęli w lodowatej wodzie o temperaturze zaledwie 4 stopni Celsjusza, przy silnych prądach. Ten niezywkły wyczyn był ostatnią częścią ich projektu - przepłynięcia cieśninami, które pozwoliły im dotrzeć do 5 kontynentów. Od początku maja para pływaków pokonała inne trzy cieśniny - przepłynęła z Papui Nowej Gwinei do Indonezji, z Egiptu do Jordanii i z Hiszpanii do Maroka. Croizon pływa używając specjalnie zaprojektowanych płetw podpiętych do protez nóg. Chce nieść nadzieję i zachętę niepełnosprawnych na całym świecie. W czasie zbliżających się Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie będzie pracował jako komentator sportowy.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Najdziwniejszy kraj w Europie


Najdziwniejszy kraj w EuropieZ macedońskiej Ochrydy widać już było Albanię. Patrzyłem na nią z okna mojej kwatery. Wyglądało to tak: wąskie uliczki i czerwona dachówka miasteczka, kamienne klasztory, a w perspektywie, ponad tym wszystkim - jezioro. Nie po horyzont, ale po Albanię właśnie. Po albańskie miasto Pogradec.


Kiedy Albania była kompletnie odcięta od rzeczywistości, Pogradec musiał być jednym z jej niewielu okien na świat. W porównaniu z betonowym komunizmem, panującym w Albanii, jugosłowiańska wtedy Macedonia to był Zachód. Paradoksalnie, bo leżał na wschodzie. Próbowałem sobie wyobrazić, jak Albańczycy, którym Enver Hodża zakazał praktycznie wszystkiego, łącznie z noszeniem bród i posiadaniem prywatnych samochodów, stoją na pogradeckim brzegu i patrzą na zewnętrzny świat. Chciałem tam pojechać i zobaczyć, co mogli zobaczyć oni...
Złapałem bus do św. Nauma - klasztoru przy samej albańskiej granicy. Na drodze pojawiało się sporo samochodów na albańskich rejestracjach. Prawie same mercedesy. Albańczycy, może się wydawać, nie uznają innych samochodów. Bity, nie bity, stary, niestary - mercedes albo nic! Merol dla Albańczyka to to samo, co suv z przyciemnianymi szybami dla "nowego Ruskiego". Musi być i koniec, kropka. - Prestidż ent imidż - wytłumaczył dziwną angielszczyzną kierowca busika, gdy się akurat na temat tych mercedesów zgadało. - Ic wery simpel.
Jechaliśmy trasą nad jeziorem. Było wręcz nieprzyzwoicie pięknie: tafla wody i wioseczki spływające do niej z okolicznych ze wzgórz. Kierowcy prowadzili po kozacku. Kodeks drogowy był tutaj jedynie sugestią. Naprawdę, nie można się było dziwić tym wszystkim wypalonym wrakom leżącym na zboczach bałkańskich gór, pomiędzy serpentynami. Ale te samochodowe trupy to nie było żadne memento mori. Nikt nie zwracał tu na nie uwagi. Miałem wrażenie, że na Bałkanach po prostu trzeba prowadzić jak wariat, bo w innym wypadku jest się branym za frajera i cieniasa. Presja społeczna, proste. A potem włazi w krew. Staruszki, które szły poboczami nie płoszyły się, widząc pędzące w ich stronę samochody. Przywykły. Do wszystkiego można. Auta mijały je o centymetry.

Autobus zatrzymał się pod klasztorem. Poszedłem wąską ścieżką przez zarośla, chciałem skrócić sobie drogę do przejścia granicznego. Było zielono i sielsko aż do bólu głowy, grzało słońce, nad tym wszystkim unosił się taki terkot owadów, że brzmiało to jak strzelanie z kałasznikowa. Znajdowałem kolejne kapliczki poukrywane pomiędzy drzewami, w każdej z nich wybijało źródełko ze świętą - jak twierdzili mnisi z klasztoru obok - wodą. Wspiąłem się na skarpę i wyszedłem na asfaltową szosę. Zaraz obok stało macedońskie przejście graniczne. Pogranicznicy byli trochę zaskoczeni, widząc, jak wynurzam się z krzaczorów z paszportem w garści i szerokim uśmiechem.

Szedłem sam rozpaloną szosą w kierunku albańskiego przejścia. Było zupełnie puste. Mało kto jeździł tędy do Pogradeca. Albańscy pogranicznicy widzieli mnie już z daleka. Moja sylwetka musiała drżeć w rozgrzanym powietrzu. Mieli czas, żeby powstawać z krzesełek i nałożyć czapki na głowy, podopinać mundury. Bo panował klimat sjesty. Byli bardzo szczęśliwi, że ktoś przyjechał z tak daleka, żeby odwiedzić ich kraj, i tym szczęśliwsi, że znaleźli w moim paszporcie albańskie stemple z poprzednich wizyt. Wypytywali, czy mi się podobało, cieszyli się, że wracam. Nie mogłem ich nie polubić. Mało brakowało, a strzeliliby sobie ze mną fotkę.

Cała Hiszpania na to czekała. David Villa zepchnął w cień Messiego

David Villa wrócił do gry w wielkim stylu /Newspix.pl"Bez Was byłoby to niemożliwe" – napis na podkoszulce Davida Villi dedykowany żonie i córkom, kibice z Camp Nou obejrzeli już po 9 minutach od chwili, gdy piłkarz wyszedł na boisko. Najlepszy strzelec reprezentacji Hiszpanii czekał na powrót do gry osiem miesięcy.

Debiut Tito Vilanovy zszedł na dalszy plan. Tego dnia nie były ważne nawet dwa gole Leo Messiego, ani wiadomość o transferze Alexa Songa. Nie tylko w Barcelonie, ale w całej Hiszpanii wyczekiwano na powrót Davida Villi. Czy połamana w grudniu noga, znów będzie nadawała się do kopania piłki? Mimo sukcesu na Euro 2012 większość fanów "La Roja" ma dość oglądania "okaleczonej" drużyny. Okaleczonej, czyli grającej bez klasycznego napastnika.
 
To wręcz niesłychane, że w kraju o takim potencjale piłkarskim, 31-letni zawodnik jest w swoim rodzaju jedyny. Przed wyjazdem na mistrzostwa do Polski, zdrowie Villi było w Hiszpanii sprawą narodową. Vicente del Bosque czekał na niego do ostatniej chwili, dopiero dziś, ponad dwa miesiące od startu turnieju widać, że ówczesne nadzieje nie miały najmniejszej racji bytu.


Byłem w Gniewinie na kilku konferencjach prasowych Hiszpanów. Temat tęsknoty za Villą powracał codziennie. "Oczywiście tych goli, które strzeliłby w Polsce i na Ukrainie David, nie zdobędę ani ja, ani nikt inny" - przewidywał Pedro. "Nie mamy jednego napastnika zdolnego go zastąpić, musimy to zrobić wszyscy. Każdy z nas powinien dołożyć od siebie gola lub dwa do wspólnej puli". I tak właśnie było. Fernando Torres zdobył trzy, Cesc Fabregas, Xabi Alonso i David Silva po dwa, co pozwoliło obronić trofeum.
 
Minęła radość po Euro 2012, w Barcelonie zaczął się okres przygotowawczy do sezonu, a najlepszy strzelec w historii drużyny narodowej wciąż nie grał. "Misterium Villi" - donosiła "Marca" jeszcze kilka dni temu zaniepokojona, dlaczego powrót na boisko wciąż się przedłuża. 17 minut gry w sparingu z Dinamem Bukareszt nie rozwiało wszystkich lęków, choć sam piłkarz zapewniał, że czuje się dobrze. "Na powrót na boisko czekałem dłużej niż przypuszczałem" - wyznał.
 
Xavi Hernandez nie ma wątpliwości, co pozostanie wiadomością dnia z 19 sierpnia 2012 roku. Nie debiut nowego trenera Barcy, nie wysokie zwycięstwo nad Realem Sociedad, a nawet nie remis broniącego tytułu Realu Madryt z Valencią. Wszystko to ma znaczenie drugorzędne. Ocenić pracy Tito Vilanovy po jednym meczu się nie da. Tak jak formy Barcelony, której Baskowie nie zmusili do wysiłku. O dyspozycji Katalończyków można będzie rozmawiać na serio najwcześniej za trzy dni po starciu w Superpucharze z "Królewskimi" z Madrytu.
 
Drużyna Jose Mourinho straciła punkty z Valencią na inaugurację batalii w obronie tytułu. Vilanova nie przywiązuje do tego znaczenia, tak jak do słabej gry Cristiano Ronaldo. W niedzielę cały Real był śpiący, chciał wygrać bez wysiłku, na co zanosiło się do 42. minuty. Potem wyrównujący gol dla Valencii i dramatycznie wyglądające zderzenie Pepe z Ikerem Casillasem kompletnie rozkleiło mistrzów. Nie ma obawy: na Camp Nou przybędą zwarci i gotowi. Pierwsza kolejka ligowa była tylko ciszą przed burzą.
 
Villa wbił gola Sociedad dziękując za wsparcie żonie i córkom. Zakładając podkoszulkę z napisem: "Bez Was byłoby to niemożliwe" zapewne sam się zastanawiał, kiedy fani z Camp Nou będą mieli okazję ją ujrzeć? Na boisku był zaledwie 9 minut, kiedy Andres Iniesta podał mu piłkę, a on pokonał bramkarza uderzeniem z lewej nogi, właśnie tej, którą leczył przez 8 miesięcy. "Im szybciej Villa trafił do siatki, tym lepiej" - skomentował Vilanova bez specjalnego polotu.
 
Te ostatnie osiem miesięcy w szpitalach i na salach rehabilitacyjnych nie były najtrudniejszym okresem w życiu superstrzelca. Już jako czteroletnie dziecko zderzył się z kolegą i spadł ze schodów, łamiąc kość uda w trzech miejscach. O kulach chodził wtedy sześć miesięcy, podczas rehabilitacji ojciec, emerytowany górnik, polecił mu obciążanie lewej nogi, dzięki czemu stał się graczem obunożnym. Gdy miał 9 lat i starał się o przyjęcie do Realu Oviedo, jednak trenerzy uznali, że Villa jest za mało rokujący.
 
Wtedy zaczął grać w futbolu halowy, ale szybko wrócił na duże boiska. Rzucić piłkę chciał potem jeszcze raz, gdy w wieku 14 lat cały sezon przesiedział na ławce rezerwowych. Dziś ma 162 gole w Primera Division i 51 w kadrze. A co najważniejsze znowu strzela.