poniedziałek, 13 lutego 2012

Oczerniała rodziców na Facebooku. Spotkała ją przykra kara...[VIDEO]

Chyba nikt już nie jest tak bezmyślny, by sądzić, że w Internecie jesteśmy zupełnie anonimowi. W rzeczywistości każde słowo może zostać wykorzystane przeciwko nam. Przekonała się o tym pewna amerykańska nastolatka, która napisała kilka słów za dużo...


Niejaka Hanna Jordan najwyraźniej zapomniała, że na Facebooku istnieje coś takiego jak ustawieniaprywatności. W jednym z postów wylała wiadro pomyj na własnych rodziców. Skomputeryzowany ojciec dotarł do wiadomości, która delikatnie mówiąc, nie bardzo mu się spodobała.

Na publiczne oskarżenia postanowił odpowiedzieć w ten sam sposób. Nagrał okolicznościowy filmik, w którym odnosi się do pretensji 15-letniej córki. Najpierw długo odpowiada na jej zarzuty, a na koniec... uniemożliwia jej dalsze internetowe wylewanie swoich żali.

W jaki sposób? Kilkoma celnymi strzałami pozbywa się jej osobistego komputera. Skuteczne, ale czy normalne? Mamy małe wątpliwości...


wtorek, 7 lutego 2012

Co kryje się pod makijażem? ZOBACZ!


Makijaż 
naprawdę czyni cuda. Przekonał się o tym nie jeden, który po szalonej nocy wylądował z nieznajomą w łóżku, a na następny dzień nie mógł uwierzyć, że pod grubą warstwą podkładów, pudrów i cieni może kryć się coś takiego.

Odpowiednio wymalowana kobieta potrafi skutecznie zakryć wszelkie niedoskonałości swojego wyglądu, a wręcz stworzyć się na nowo. Kosmetyki potrafią nie tylko przykryć cienie pod oczami czy podkreślić usta, ale wręcz wymodelować twarz.

Pryszcze, zmarszczki, skazy, a nawet nadprogramowe kilogramy znikają po wizycie u profesjonalnej kosmetyczki. Zazwyczaj widzimy już finalny efekt, więc nie zdajemy sobie sprawy, jak wygląda prawda. Dlatego wstrzymajcie oddech, bo dziś odsłonimy tę tajemnicę.

Oto portfolio pewnej rosyjskiej makijażystki:












hanter

niedziela, 5 lutego 2012

Niegrzeczna kompilacja: FU** YOU w filmach

Są takie gesty, które znaczą więcej, niż tysiąc słów. Jak lepiej wyrazić sprzeciw, niezadowolenie, złość, irytację i kilka innych negatywnych uczuć, niż tradycyjnym wystawieniem środkowego palca? "Fu** you" na stałe weszło do języka komunikatów niewerbalnych niemal pod każdą szerokością geograficzną.


Choć to wyjątkowo niegrzeczne, środkowym palcem jesteśmy w stanie uciąć niewygodną dla nas rozmowę, wyrazić sprzeciw wobec usłyszanych słów czy dać do zrozumienia, że raczej nie mamy ochotę na dłuższe przebywanie w danym towarzystwie. Jeden palec kryje w sobie tyle treści...

Nic więc dziwnego, że gest ten znalazł stałe miejsce w naszej kulturze. Zwłaszcza tej niższych lotów, ale przez to bardziej przystępnej. W hollywoodzkich (i nie tylko) produkcjach "fu** you" ściele się gęsto i nikt już się z tego powodu nie oburza.

Autor tej niezwykłej kompilacji próbuje podsumować karierę tego niewybrednego gestu w kinematografii. Wyszło świetnie, bo inspiracji w tym temacie na pewno nie brakuje.



Matka małej Magdy została aresztowana

Znicze, maskotki i listy w miejscu ukrycia zwłok półrocznej Magdy, fot. PAP/Andrzej GrygielSąd Rejonowy Katowice-Wschód przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na dwa miesiące 22-letniej Katarzyny W. z Sosnowca. Matka półrocznej Magdy, której ciało odnaleziono w piątek po trwających ponad półtora tygodnia poszukiwaniach, jest podejrzana o nieumyślne spowodowanie śmierci dziewczynki. Grozi jej od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Śledczy z Katowic złożyli wniosek do sądu wczoraj wieczorem. Argumentowali go m.in. koniecznością zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania. - Główną przesłanką zastosowania wobec podejrzanej tymczasowego aresztu była obawa matactwa - powiedział wiceprezes katowickiego sądu, sędzia Michał Dmowski.
Decyzją sądu, dwumiesięczny okres aresztowania rozpoczął się z chwilą zatrzymania Katarzyny W., czyli w czwartek wieczorem. Od tego czasu kobieta była zatrzymana w komendzie policji; teraz ten okres wliczono do okresu tymczasowego aresztowania.
Matka dziewczynki przyznała się do zarzuconego jej czynu, tłumacząc, że dziecko zmarło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Badanie psychiatryczne wstępnie wykazało, że w dniu śmierci Magdy była poczytalna. Tłumaczyła też, że w panice postanowiła ukryć ciało Magdy, a później wymyśliła historię o rzekomym uprowadzeniu dziewczynki.
Prokuratura zleciła badania psychiatryczne podejrzanej, m.in. aby sprawdzić jej poczytalność. Jak poinformował prokurator Mariusz Łączny z katowickiej prokuratury, wstępna opinia biegłych potwierdziła, że gdy doszło do zdarzenia kobieta była poczytalna i może uczestniczyć w dalszym postępowaniu. Później kobietę zbada jeszcze jeden biegły psycholog. Podejrzanej grozi od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Co wydarzyło się w mieszkaniu? "Wysunęła się z kocyka i uderzyła o próg"
Przesłuchanie Katarzyny W. przeprowadzono w nocy z piątku na sobotę, krótko po tym, gdy kobieta wskazała policjantom miejsce ukrycia ciała dziecka. Trwało pięć godzin, do czwartej nad ranem. Kobieta złożyła obszerne wyjaśnienia. Prokuratura nie wyklucza, że postawione matce zarzuty mogą ulec zmianie. Dotychczas nie znalazła jednak przesłanek, by zarzucić kobiecie dokonanie zabójstwa.
Katarzyna W. podczas przesłuchania podtrzymała to, co mówiła wcześniej prywatnemu detektywowi. Magda miała umrzeć w mieszkaniu, po tym, gdy przypadkiem wysunęła się z kocyka, spadła na podłogę i uderzyła o próg. Prokuratura nie informuje na razie, czy potwierdzają to np. ślady w mieszkaniu państwa W. Zapewnia jednak, że przeprowadzono tam szczegółowe oględziny i zabezpieczono ślady.

Przyczynę śmierci dziecka ma wyjaśnić sekcja zwłok, którą zaplanowano na poniedziałek. Wcześniej nie będzie to możliwe z przyczyn medycznych – ciało dziecka zbyt długo było na mrozie. - Mamy nadzieję, że sekcja da odpowiedź na pytania, jakie obrażenia odniosła dziewczynka i jaki był mechanizm powstania tych obrażeń. Pozwoli to nam na wnioskowanie, czy przyjęta przez nas kwalifikacja prawna jest właściwa i czy wersja matki jest zgodna z prawdą - powiedział prokurator; jeżeli będą wątpliwości, możliwe byłoby postawienie innego zarzutu.
Dlaczego matka kłamała? "Kobieta wpadła w panikę. To ją przerosło"
Pytany, dlaczego Katarzyna W. na początku kłamała, sugerując uprowadzenie dziecka, prokurator Łączny ocenił, że sprawy nie da się wyjaśnić jednoznacznie.
- Z jej wyjaśnień wynika, że kobieta wpadła w panikę. Potem, widząc, że nakręca się sytuacja z porwaniem dziecka i poszukiwaniami prowadzonymi przez ludzi z dobrej woli, na szeroką skalę, po prostu nie wiedziała, jak to powiedzieć. Przerosło ją to. To oczywiście jej wersja - powiedział prokurator. Według Katarzyny W., gdy ukrywała jej ciało, dziewczynka na pewno nie żyła. To także zweryfikuje sekcja zwłok.
Prokuratura nie informuje na razie, czy – według ustaleń śledztwa – o prawdziwej przyczynie zaginięcia dziecka wiedziały, oprócz matki, także inne osoby. Poza Katarzyną W. jak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów, choć nie jest to wykluczone w przyszłości. Przesłuchano wielu świadków, m.in. członków rodziny podejrzanej – matkę, męża, brata, teściów oraz inne osoby.
Prokuratorzy przesłuchali także Krzysztofa Rutkowskiego; nagrana przez niego rozmowa z matką dziecka także jest dowodem w sprawie, podlegającym prokuratorskiej ocenie. Śledczy przeanalizują również, czy działania Rutkowskiego nie zaszkodziły śledztwu organów ścigania. Jeżeli uznają, że jest to prawdopodobne, podejmą z urzędu postępowanie w tej sprawie. Śledczy oceniają, że w toku swojego postępowania doszliby do tych samych wniosków, co Rutkowski.
- Kluczowe dla śledztwa czynności były zaplanowane na przyszły tydzień. Zatrzymanie matki dziecka (po przekazaniu jej policjantom przez Rutkowskiego - red.) niestety skomplikowało sytuację w sprawie i zmusiło nas do podjęcia bardzo intensywnych czynności; jesteśmy ograniczeni czasem, mamy 48 godzin (od zatrzymania kobiety - PAP) - powiedział Łączny.


sobota, 4 lutego 2012

Znaleziono ciało zaginionej półrocznej Magdy Zobacz Gdzie

Funkcjonariusze policji odnaleźli w Sosnowcu ciało poszukiwanej od ponad półtora tygodnia półrocznej Magdy. Miejsce ukrycia zwłok wskazała w piątek późnym wieczorem matka dziewczynki - poinformował rzecznik śląskiej policji, podinsp. Andrzej Gąska. Dodał, że - na zlecenie prokuratora - zostanie wykonana sekcja zwłok, która ma odpowiedzieć, co było przyczyną śmierci Magdy.

Ciało Magdy znaleziono w zrujnowanym budynku w kompleksie parkowym przy ul. Żeromskiego, przy torach kolejowych za halą Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. To ok. 1,5 km od miejsca, wskazanego wcześniej jako prawdopodobne miejsce ukrycia zwłok przez Krzysztofa Rutkowskiego.
- Ciało znajdowało się w załomie ceglanego muru – pozostałości po zabudowaniach infrastruktury kolejowej. Było zawinięte w różowy kocyk, przykryte m.in. śniegiem, liśćmi, kamieniami, fragmentami gruzu - relacjonował rzecznik. - Nie możemy stwierdzić, czy matka zrobiła to sama, czy we współudziale z kimś innym. Tu nie chodzi o współudział w pomocy w zakopaniu ciała dziecka, lecz o sam fakt wiedzy o tym, co się stało - dodał.
Miejsce ukrycia zwłok dziecka wyjawiła policjantom matka dziewczynki Katarzyna W. Kobieta powiedziała o tym funkcjonariuszom w piątek wieczorem w spokojnej rozmowie; później przyjechała z policjantami we wskazane miejsce i pokazała, gdzie dokładnie znajduje się ciało. Przyznała, że wskazując wcześniej prywatnemu detektywowi inne miejsce nie mówiła prawdy. Nie wytłumaczyła dlaczego kłamała.
W piątek od rana policjanci bezskutecznie przeczesywali teren nad rzeką Przemszą, gdzie – według Rutkowskiego – miało znajdować się ciało. Wieczorem okazało się, że zwłoki są gdzie indziej. Były zawinięte w kocyk – ten sam, który pokazywano na plakatach, rozwieszanych w Sosnowcu po zaginięciu dziewczynki.



Według podinsp. Gąski, w rozmowie z policjantami Katarzyna W. podtrzymała, że dziecko zmarło w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Dziewczynka miała jej się wyślizgnąć z kocyka i uderzyć o próg w mieszkaniu. Później kobieta ukryła ciało.
Zaginięcie Magdy zgłoszono 24 stycznia. Matka mówiła policjantom, że po uderzeniu w głowę straciła przytomność. Gdy się ocknęła, dziecka nie było w wózku. Wcześniej mówiła, że dziecko zostało uprowadzone z wózka, gdy straciła przytomność na ulicy. W czwartek przyznała się Rutkowskiemu jak było naprawdę, wskazując jednak inne miejsce ukrycia ciała. W piątek wieczorem pokazała je policjantom, którzy przeprowadzili oględziny terenu.
Przyczyny śmierci dziecka wyjaśni sekcja zwłok. Zostanie ona przeprowadzona, kiedy zmarznięte ciało wróci do odpowiedniej temperatury.
Po wskazaniu miejsca ukrycia ciała Katarzyna W. została przewieziona do katowickiej prokuratury okręgowej na formalne przesłuchanie. Na razie nie podano, czy i jakie usłyszała zarzuty. Może to być np. zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka, a nawet – jeżeli uprawdopodobni to materiał dowodowy – zabójstwa. Może także odpowiadać za składanie wcześniej fałszywych zeznań oraz powiadomienie o niepopełnionym przestępstwie – rzekomym uprowadzeniu dziecka.

Oto miejsce ukrycia zwłok Magdy.

piątek, 3 lutego 2012

Policja nie znalazła zwłok Magdy. Nie było porwania?? Kocyk był śliski

Półroczna Magda, fot. PAP/Śląska policjaWe wskazanym przez matkę rejonie znajdującym się w okolicach rzeki Przemszy nie znaleziono ciała zaginionej półtora tygodnia temu dziewczynki. Policja wznowiła już poszukiwania półrocznej Magdy.
Wczoraj wieczorem policja, za pośrednictwem detektywa Krzysztofa Rutkowskiego otrzymała informacje, że w okolicach rzeki Przemszy może się znajdować ciało zaginionej Magdy. Takie informacje miała mu przekazać matka dziewczynki. Rozpoczęły się poszukiwania.
Jak do tej pory zwłok nie znaleziono. Pakunek, na który wstępnie wskazywano, jako ten, w którym mogły się znajdować zwłoki dziecka - jak poinformował podkomisarz Paweł Warchoł z sosnowieckiej policji - okazał się zwiniętą kurtką. Tropu nie podjął również sprowadzony na miejsce pies.
W nocy matka została przewieziona do komendy wojewódzkiej policji w Katowicach.

Dziewczynka zginęła przez przypadek. Wypadła z kocyka
Z informacji do których dotarł Onet wynika, że dziewczynka zginęła przez przypadek. Według relacji matki dziecko wypadło jej z kocyka w domu, uderzyło główką o próg i zmarło. Będąca w szoku matka ukryła zwłoki. Historia z napadem i porwaniem została przez nią wymyślona.
Informacje uzyskał od matki detektyw Krzysztof Rutkowski po "grze operacyjnej" jaką przeprowadził ze swoimi ludźmi. Według informacji do których dotarliśmy, matka zgodziła się na rozmowę wyłącznie z detektywem podczas której przyznała się do wszystkiego i wskazała miejsce ukrycia zwłok.
Informację Rutkowski potwierdził także na antenie TVP Info. Powiedział, że śmierć dziewczynki była nieszczęśliwym wypadkiem. To nie było zabójstwo. Madzia wypadła matce z rąk i uderzyła główką o ziemię, w wyniku czego zmarła.
- Dziecko wypadło jej z ręki. Później nie wiedziała co zrobić z nim. Zostawiła je przy drzewie, przy którym toczyły się poszukiwania. Były one niedokładne, dziecko nie było zakopane, leżało tuż przy drzewie - mówił Rutkowski. Dodał, że policja jest już na miejscu znalezienia dziewczynki. Dodał, że ojciec ani świadkowie nie wiedzieli o tym co się stało. - Matka wyrażała żal - dodał detektyw.
Już po północy matka została przekazana policji przez grupę Rutkowskiego. - To nie było porwanie, był to śmiertelny wypadek. Dziecko wyślizgnęło się z bardzo śliskiego kocyka - mówił detektyw na antenie TVN 24. - Dla nas istotnym szczegółem jest zachowanie przed badaniem wariografem. Matka wyraźnie była zdenerwowana przed próbą na wariografie. Mężczyzna wskazany przez nią jako porywacz był jej wymysłem w celu zrzucenia odpowiedzialności z siebie - wyjaśniał Rutkowski.
Policja wciąż jednak nie potwierdza, że półroczna Madzia nie żyje. Cały czas trwają działania operacyjne w miejscu nad Czarną Przemszą, które policji wskazał Rutkowski. - Zabezpieczamy teren i czekamy na przyjazd grupy procesowej. Nie możemy potwierdzić wersji o śmierci dziecka, ponieważ mamy odnaleziony pakunek, ale nie wiemy co w nim jest - mówił komisarz Paweł Warchoł z sosnowieckiej policji.
- Komenda policji w Sosnowcu otrzymała zgłoszenie od detektywa Rutkowskiego, że jest on gdzieś z matką dziewczynki, która miała wskazać zwłoki dziecka. Policjanci pojechali w to miejsce - powiedział po północy Adam Jachimczak z zespołu prasowego śląskiej policji.
Według nieoficjalnych informacji ze źródeł policyjnych, na miejscu znaleziono pakunek. Policjanci nie potwierdzają jednak ostatecznie, że są w nim zwłoki dziecka. Po północy trwały oględziny miejsca, wskazanego przez ludzi detektywa.
Po zaginięciu dziecka matka Magdy twierdziła, że została napadnięta, a dziecko uprowadzono z wózka. Policja sprawdzała tę wersję na równi z innymi hipotezami.
Magda miała zaginąć tydzień temu we wtorek wieczorem w Sosnowcu. Jej matka – jak mówiła być może w wyniku uderzenia - straciła przytomność, a gdy się ocknęła, dziewczynki nie było w wózku.
Podczas przesłuchań matka mówiła m.in., że miała wrażenie, iż w czasie jej spaceru z dzieckiem w stałej odległości szedł za nimi jakiś wysoki mężczyzna; podała jego pobieżny rysopis. Policjantom nie udało się zebrać wystarczających danych o cechach mężczyzny, dlatego nie przygotowali jego portretu pamięciowego. Jak się okazuje, to wszystko było prawdopodobnie nieprawdą.
onet

czwartek, 2 lutego 2012

Miłość jest ślepa: Zobacz 19-latka i jego 68-letnią kochankę!

Podobno miłość jest ślepa, a na dodatek nie zna wieku. Fakt, zdarzają się szczęśliwe pary, które mimo sporej różnicy wieku są ze sobą bardzo szczęśliwe. Zazwyczaj jednak różnica ta wynosi kilka, maksymalnie kilkanaście lat. W tym przypadku jest jeszcze większa.


Nie znamy szczegółów tej niezwykłej znajomości, ale na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia zuczuciem rzadko spotykanym. Partnerka nastolatka mogłaby być nie tylko jego matką, ale nawet babcią.

Zakochani są sobą tak zafascynowani, że o swojej miłości chcą powiedzieć całemu świata. Nie ukrywają się po kątach, ale dumnie manifestują uczucie. Dla niektórych soczyste pocałunki 68-latki i jej o 49 lat młodszego partnera mogą być szokujące, dlatego ostrzegamy już teraz.



hanter

-49 stopni w Polsce? To możliwe? Ktoś potwierdzi?

Ze słabym akumulatorem można sobie poradzić. Gorzej z zamarzniętym paliwemW Suwałkach w ciągu dnia ma być ok. 20 stopni mrozu, a w nocy z czwartku na piątek może być jeszcze zimniej.
Trudno są warunki drogowe, bo jest ślisko. Na poboczach stoi wiele samochodów, w których zamarzło paliwo. A wam udało się zapalić? Jakie temperatury zanotowały wasze samochodowe termometry? Czekamy na zdjęcia rekordowo niskich temperatur! Ślijcie maile na motoryzacja@firma.interia.pl.
Na jednym ze zdjęć, które dotarły do naszej redakcji widnieje temperatura -49 stopni! Jak pisze jego autor, p. Szczepan, zdjęcie wykonał dziś o godzinie 2:30 w nocy w miejscowości Wołosate, niedalego Ustrzyk Górnych. Czy to możliwe, czy też wynik został zafałszowany przez niedoskonałość samochodowego termometru?


Bardziej wiarygodna wydaje się temperatura -36,5 stopnia Celsjusza. Tyle widnieje na zdjęciu przesłanym przez p. Dawida, które zostało wykonane dziś rano w Gronkowie w powiecie nowotarskim. Na dowód bezbłędnego działania termometru nasz czytelnik przysłał nam nawet drugie zdjęcie, wykonane w innym samochodzie, wskazujące identyczną temperaturę.

środa, 1 lutego 2012

To nie był zwykły pierwszy taniec

Pierwszy taniec w czasie wesela to zwyczaj, który na dobre się przyjął. Świeżo upieczeni małżonkowie, nawet jeśli nie mają na to ochoty, a także predyspozycji, muszą w ten sposób zadowolić swoich gości. Dla wielu to najbardziej stresujący moment w tym szczególnym dniu. A wcale nie musi tak być.


Opcja, którą za chwilę zaprezentujemy, nie jest alternatywą dla absolutnych amatorów, ale wystarczy opanowanie kilku kroków, by wprawić bliskich w osłupienie. Wszystko zaczyna się dość niepozornie, ale to bomba z opóźnionym zapłonem.

Być może układ taneczny młodej pary nie jest najbardziej profesjonalnym pokazem, jaki widzieliśmy w życiu, ale ma w sobie coś, co trudno podrobić - poczucie humoru i wrodzony luz. Czegoś takiego nikt się nie spodziewał.


Ale wstyd! Ojczym rozesłał do znajomych przybranej córki jej nagie zdjęcie!

Nigdy nie byliśmy nastolatką, a tym bardziej nie jesteśmy nią teraz. Jednak nie trudno stwierdzić, żewspółczesna młodzież do życia podchodzi dość swobodnie. Dzisiaj już 13-latki biorą sobie do serca znaną maksymę "sex, drugs & rock'n'roll". Nie mają poczucia wstydu i wydaje im się, że są królami życia.


Tak wydawało się 31-letniemu Eugene'owi Fosterowi ze Stanów Zjednoczonych, który uznał, że niektóre zachowania nie przystają kilkunastolatce. Nie wiadomo dlaczego, zaczął kontrolować telefon swojej przybranej córki, ale jakiś czas temu znalazł w pamięci urządzenia... jej nagie fotografie. Postanowił zająć się sprawą.

Nie, nie zorganizował pouczającej pogadanki o cielesności i szacunku do siebie. Stwierdził, że o wiele skuteczniejsze okaże się zawstydzenie dziewczyny. Jedno z rozbieranych zdjęć przesłał do wszystkich kontaktów z jej telefonu. I tak z anatomią nastolatki mogli się zapoznać znajomi i rodzina.

Sprawa na szczęście wyszła na jaw, a pracownicy szkoły, do której chodzi dziewczyna, natychmiast podjęli działania, by zminimalizować ewentualne szkody. Udali się do domów koleżanek i kolegów poszkodowanych, by skłonić ich do usunięcia zdjęcia. Rodzicom polecili, by przeprowadzili ze swoimi pociechami poważne rozmowy na temat niemoralności takich czynów i uświadomili, że przesyłanie tego typu treści jest karalne.

Zatrzymany ojczym przebywa w areszcie. Został oskarżony o wykorzystywanie seksualne małoletniej, a jego tłumaczenia o dawaniu nauczki nie przekonują śledczych.

hanter